Monday, February 2, 2009

Dwa słowa o kawie

Pierwsze - nie lubię kawy. Zapach ma wyśmienity, szczególnie świeżo mielona. Ale smak... zawsze zostawia wiele do życzenia. Zawsze jest kwaśna lub gorzka lub cierpka... No nie lubie.

Jednak jak patrze jak wszyscy wokół dostają slinotoku jak opowiadają o dobrej kawie (czyżby oksymoron?) to czasami myślę sobie może oni wiedzą o czymś o czym ja nie wiem? I wtedy mam chwilę słabości i próbuję kawy. I zawsze żałuję...

Aż nastały czasy Nairobi. Pojechałem kiedyś ze znajomymi do kawiarni Java House i dałem się skusić na małe latte... Lo and behold - to było wyśmienite! Nigdy wcześniej w życiu nie piłem dobrej kawy! Od tego czasu popijam latte... Jak widać nie znam się na kawach, ale ta podawana w Java House wymiata z butów. Co ciekawe jest tu kilka lokalnie kultowych kawiarni ale tylko kawa w Javie jest dobra - inne mają ten sam problem który opisałem powyżej - gorzka, kwaśna i do dupy. Może Java ma dojście do dobrego ziarna? W końcu Kenia jest jednym ze światowych liderów produkcji i exportu kawy i herbaty.

Jak jechałem do Polski kupiłem ziarna, w domu odpaliłem ekspres Siemensa... I wyszedł kwach... Beata mówiła, że dobra, Jacek też chwalił... A mi nie smakuje. Kurcze już nie wiem gdzie leży problem - może w wodzie (vide: ta strona)? Ta sama kawa w Nairobi jest naprawde rewelacyjna i ta sama kawa w Polsce nadaje się do... do niczego się nie nadaje.

No i całę szczęście, bo jak pisałem - nie lubię kawy. Smakuje mi tu, w Kenii, bo w jednej kawiarni potrafią zrobić dobrą kawę, ale jak patrzę na ludzi zniewolonych czarem małej czarnej, jak widzę uzależnienie ludzi, którzy bez kawy są śnięci i nie nadają się do niczego... Nie tylko nie smakuje mi kawa ale przede wszystkim nie lubię szeroko rozumianego zjawiska kryjącego się pod hasłem kawa...

15 comments:

November said...

P.S.
To nie jest kwestia cukru...

WW said...

Doskonale cie rozumiem. Czasem nawet zaluje, ze nie lubie kawy, bo wydaje mi sie, ze omija mnie cos ekstra. Skoro mozna wydac 2k na maszynerie do malej czarnej. Ja nie wyobrazam sobie za to zycia bez herbaty. BTW: brakuje mi twojej herbaty z placka :(

yacoob said...

Ha, bracie! :)
Kawa jest... dziwna. Nawet gdyby miała ten efekt który wszyscy reklamują, smak tego nie wynagradza. W moim przypadku nie ma również efektu, mam zablokowany jakiś receptor czy jak... :)

November said...

Ja tam po kawie robię się senny. Pamiętam raz, drzewiej, jeszcze w szkole, musiałem skończyć jakiś projekt z Układów Elektronicznych, więc żeby siedzieć całą noc pokusiłem sie na takie małe, złe i czarne... Padłem jak kawka w ciągu 5 minut i spałem błogo do rana... Co ja się natłumaczyłem profesorowi... Na szczęscie lubił mnie ;-)

Nie ma to jak herbata. Mój faworyt to drugie parzenie japońskiej Kokeicha

durante said...

To woda. Ja roznice w smaku widze miedzy moim rodzinnym miaste, a Wroclawiem. A co dopiero jezeli mowimy o kontynentach ;)

Ale tak serio, jedyna sluszna kawa to mielona z "fusami" w szklance.

Te "fuski" miedzy zebami ... bezcenne ;)

November said...

No to jeszcze powiedz skąd pochodzisz, młody człowieku. I gdzie lepsza woda? W rodzinnym czy we Wrocku?

Marek said...

Ty, stary - czy nie wiesz gdzie we Wrocku można ewentualnie nabyć Kokeichę drogą zakupu? Bo moje zapasy dawno się skończyły i pamięć o nich zaginęła już w mrokach dziejów, a co do jakiegoś sklepiku z herbatami zajdę, to albo robią wielkie oczy, albo z grzeczności udają, że wiedzą o co chodzi, ale to nie zmienia faktu, że i tak nie mają.

November said...

Czekaj czekaj czekaj... Wrocku... Legendy mówią, że gdzieś chyba takie miejsce, ale gdzie to leży to nie wiem... Gdzieś w połowie między Pacanowem a Zamkiem Kafki?

A poważnie - Czesiu, ja to nie wiem gdzie kupić wino czy tytuń fajkowy we Wrocku, bo mi sklepy pozamykali a Ty mnie pytasz o Kokeicha'e? Za szybko sie to wszystko w domu zmienia. Nie nadążam...

Marek said...

Wiesz, najgorsze, że nie dotyczy to tylko Wrocławia. W większości sklepów z herbatami to mają ze trzy gatunki na krzyż, a wszystko co ponadto, to naperfumowane paskudztwa. Jak coś dobrego się pojawi, to przeleci jak meteoryt, człowiek sobie narobi smaku, a później chodzi bez sensu, bo nic innego już tak nie smakuje. Ostatnio TyTom częstował mnie dobrą białą herbatą - muszę go spytać skąd to-to wziął i jak się zwało...

Anonymous said...

mała rzecz, a ile kontrowersji... Ja tam lubię kawę, nie ze względu walorów smakowych, ale ze względu na finezję picia... chwila zawieszenia w codzienności... to jest tak jak z czerwonym winem - białe zdrowsze, ale czerwone przyjemniej trzyma się w ręku.
Mały snobizm...

November said...

Mała rzecz, owszem, ale niektórzy potrafią ją rozdmuchać do ceremoniału porównywanego z paleniem fajki (cygara?) czy właśnie lampką czerwonego wina. I jestem jak najbardziej za, wszystko jest w porządku tak długo jak długo rzeczona kawa w filiżance jest faktycznie dobra. Doskonale rozumiem jak można się delektować czymś naprawdę dobrym. Ale jak kawa jest kwaśna, cierpka i gorzka, jak smakuje palonymi śmieciami i nie ma w ogóle aromatu to co zostaje? Albo wydestylowany snobizm albo smutne uzależnienie...

Anonymous said...

aż tak źle nie jest:)
Coś co jest snobizmem musi też nieść ze sobą zadowolenie - więc smak ma tu duże znaczenie.
Snobizm nie może być katorgą, bo często łączy się z hedonizmem...

Anonymous said...

"Pierwsze - nie lubię kawy."
Oj Mati... W zasadzie po tym zdaniu powinieneś już przestać cokolwiek pisać :-)
To tak jak napisałbym: "Wiecie nie lubię Kozla u U Černého vola..." a potem rozwodził się jak to bardzo nie lubię piwa w ogóle i że w szczególności piwo w Polsce jest "(...) gorzkie, kwaśne i do dupy"...

Cholera to był zły przykład... Jak ja napiłbym się teraz tego Kozla...! :-)

November said...

arrrgh... Jak już wrócę do bazy to będę musiał skoczyć do Pragi właśnie po skrzyneczkę Velkopopovickego...

Olleo said...

To nie tylko rodzaj kawy i woda ma znaczenie, ale tez sposob jej przyrzadzenia. W szczegolnosci - grubosc mielenia, sposob filtrowania, ilosc, ekspres cisnieniowy/przelewowy czy tez moze gotowane cale ziarna, albo jeszcze inny bardziej egzotyczny sposob (jak wspomniana dworcowa-turecka ;).

Mi kawa czarna z ekspresow cisnieniowych nigdy specjalnie nie smakowala - zawsze za mocna, za kwasna, duzo trzeba slodzic. Wole te z ekspresu cisnieniowego, kawe bardziej z tych lagodnych, nie za duzo.

Jesli z cisnieniowych, to cappuccino, bron cie reka noga mozg na scianie z po prostu dolanym mlekiem. Mleko spienione strumieniem pary dodaje swoj smaczek, zupelnie inny, niz takie na zimno. Rodzaj mleka tez ma pewnie znaczenie.

Generalnie z kawa jest juz tak, ze ile sposobow jej przyrzadzenia, tyle sposobow jej spieprzenia ;)