Saturday, July 26, 2008

Świętach, Świętach i po Drutach...

Takie powiedzonko z czasów studiów ;-) Dlaczego? Bo kupiłem wreszcie sprzęt do biegania. Buty te co zawsze - Nike Air Pegasus, najlepsze na rynku. Ach wiem, że niby Air Max 360, jakies tam Shox'y i inne Triaxy czy cośtam... wszystko to gówno i pic pod publike. Najlepsze są Air Pegasus. Kropka. Do tego kupilem dres (Nike Dry Fit, cuda-wianki, obiera ziemniaki, robi niezłe Mojito i potrafi zainstalować Windows bez płyty instalacyjnej) czarny z żarówiastozielonymi akcentami i z odblaskowymi wstawkami w strategicznych miejscach. Wyglądam jak choinka świąteczna (vide tytuł - tak się swojsko zrobiło). Acha, spodnie są pedalsko obcisłe, podkreślające wspaniałą rzeźbę moich nóg ;-) Kinky...

Więc teraz juz nie miałem wymówki i musiałem pójść biegać. Auć, ciężko. Sprawdziłem na GPSie - 1770 mnpm. Na początek (pierwszy bieg od 3 miesięcy) chciałem spokojnie, żeby się nie zajechać... No i się nie udało. Generalnie mam duży problem z lekkoatletyką. Ja nie umiem powoli. Pierwszy raz zauważyłem to jeszcze jak miałem kilkanaście lat jak na poważnie zacząłem jeździć na rowerze. Wszyscy znajomi jeździli spokojnie, powoli, spacerkiem... I tak godzinami potrafili. Ja zaczynałem z nimi powoli, a po 15 minutach łapałem się na tym, że dawałem z siebie wszystko, po pół godzinie byłem już zawsze zajechany... Jak w czasach szkoły średniej zaczynałem biegać to trochę czasu zajęło mi wypracowanie rytmu i nauczenie się rozkładania sił na te 5 km (to jest mój optymalny dystans). I wydawało mi się, że już nabyłem tą umiejętność (choć Beata dalej narzeka na naszych wycieczkach rowerowych...), ale okazało się, że umiem tak tylko po płaskim. A Nairobi jest mocno pofałdowane i w okolicy domu nie mam takiego kółka 5 km żeby nie było z górki i pod górkę... Praktycznie w ogóle nie ma po płaskim. Tak więć w pięknym stylu się zajechałem... Miałem iść wieczorem do kina na nowego Batmana... a nie wiem czy mam siły dowlec się do samochodu...

W każdym razie najtrudniejszy jest zawsze pierwszy krok. Jak już go zrobiłem to teraz bede codziennie biegał... I jak wróce do bazy to mam nadzieje choć kondycyjnie stawić czoła Pepciowi i jego czilijskim wiewiórkom...

No comments: