Thursday, July 10, 2008

Czas zawieszony

Afrykański robak powoli wykluwa się w moim umyśle. Zaobserwowałem, że czasami do różnych myśli przyczepiają się takie małe, szare zwierzątka, jak pasożyty, albo raczej małe drapieżniki. Owłosione i bardziej irytujące niż niebezpieczne. Tak jakbyś jechał przez las i dzikie psy (czy szczury jakieś) przyczepiałyby się do wozu, probując go zatrzymać czy pożreć... Jak jestem w pracy to muszę być skoncentrowany, kreatywny i ostry. Ale później już mogę się wyluzować, odprężyć i wtedy czasem pojawiają się one. Na razie niegroźne, na granicy percepcji, ale wiem, że jak czegoś nie zmienię dramatycznie to one będą nabierać siły. I jak pochłoną, zawładną moim umysłem, to - jak to się ładnie mówi - postradam zmysły. Oszaleję. I będę wtedy biegał po Nairobi wywijając srebrnym lichtarzem szerząc strach i ból, aż jakiś łaskawy askari* zastrzeli mnie koło wysypiska śmieci... Czytałeś Jądro ciemności Conrada? Oglądałeś Lśnienie czy Czas apokalipsy? Szaleństwo to proces. To nie jest tak, że nagle, znikąd budzisz się w środę rano z tym błyskiem w oku i zaczynasz malować na trawniku niebieski brzuch. To jest proces, postępuje powoli, na granicy percepcji, ale jednak zapowiada swoje nadejście... Bo jest to bardzo ciekawa sytuacja w której się znalazłem. Normalnie każdy toczy swoje spokojne życie, chodzi na treningi, do pracy, ściera się ze wszystkimi ludźmi, którymi wybrał się otoczyć... A tu nagle jestem wyrwany ze swojego świata, odarty z tego środowiska, które sobie tak mozolnie latami budowałem. Jakby długie wakacje... Wakacje? Skąd! Na wakacje z reguły zabiera się jakąć część swojego świata. To raczej więzienie czy zesłanie do obozu pracy. Tu nie ma niczego, co stanowiłoby kotwicę czy pomost jakiś pomiędzy wtedy a teraz. Zupełnie inny, obcy świat, gdzie ego (które i tak jest iluzją) nie ma punktu zaczepienia... Albo zacznę ćwiczyć, dalej próbując zdobyć w Nairobi przyczółek dla wrocławskiego Aikido, albo zacznę medytować, albo cokolwiek... Ale muszę przestać myśleć w kategoriach tu - tam, wtedy - teraz. Muszę odnależć grunt pod nogami i zacząć być tu i teraz. Alternatywa jest nieciekawa. Czas leci i działa na korzyść tych drugich. Zawsze działa na ich korzyść... * askari - swahili: ochroniarz

9 comments:

BartOwl said...

hmm... nie daj im się... jeszcze trochę i będzie pora wracać, a wtedy okaże się, że jednak nie chcesz :) założysz własną szkołę i będziesz pomagał innym - opętanym narastającym obłędem podobnie jak Ty niegdyś...

yacoob said...

Witamy, witamy na emigracji. W twoim przypadku, takiej konkretnej. To chyba z tego typu powodów nie pojechałem na wygnanie do .jp...

Co do szkoły: Za! Szkoła Kendo Obłąkanego Bonda!

durante said...

Ej, gosciu! Twardym trza byc, nie mietkim :DDD

Anonymous said...

no klasyczna sraczka słowna depresji emigranta :)
rzekłbym rób cokolwiek z ciałem - coby sie fizycznie zmęczyć - robaczki się lęgną w ciele nie uzywanym :)
piotr

pathfinder said...

ciii... to wariat... :)

pathfinder said...
This comment has been removed by the author.
pathfinder said...

"Your comment has been saved and will be visible after blog owner approval"?! WTF?

Że przypomnę: http://mateuszwaga.blogspot.com/2008/04/wtf.html

Akula II 971A Schuka-B said...

... To dość proste... Łysy Ty już stary jesteś i nie tak elastyczny jak kiedyś... nie poznaję Cię...

November said...

Ech, Łysy, brakuje mi Ciebie ;-)